Forum Psychologiczne
* * * [Jakie są według Ciebie granice prywatności w małżeństwie?] * [Trochę o stresie w pracy] * * *
* [Jak możesz pomóc osobie dotkniętej depresją?] *
Często spotykałam się z tym tematem. Osoby z problemami, o naturze psychicznej, nie dający sobie rady ze swoim życiem kierowały się na studia właśnie psychogiczne. jak to jest że człowiek który potrzebuje pomocy wybiera taki kierunek, w celu poznania siebie i pomocy samemu sobie ? Nie wydaje mi się, żeby to było własciwe. Taka osoba, po pierwsze ma marne szanse na taka samopomoc. Po drugie, nie skupia się na przyszlej pomocy innym, tylko zagłebia się w specyfike własnych problemow, odczuc i przezyc z tym zwiazanych, kierunkuje sie w jedna strone, a co za tym idzie ( nie daje rady ogarnąc materiału dydaktycznego ). Jaka cześc osob tak naprawde idzie z powołania i magazynem energii pozytywnej by móc się nią dzielić w przyszłości?
Nie chce się rozpisywać na ten temat, ale licze na rzeczową dyskusje.
Pozdrawiam
K.
Offline
Administrator
Poruszyłaś, według mnie, bardzo ciekawy problem. Wątpie czy są na ten temat jakies merytoryczne badania. Mogę jednak podzielić się własnymi obserwacjami z czasów studiów.
Psychologia, szczególnie kliniczna, jest delikatną dziedziną. Ludzie idą na psychologie z wielu przyczyn, miedzy innymi - podświadomie - chcą sobie pomóc. Czasami jest tak, że dopiero w trakcie trwania studiuów okazuje się, że powinni zmienić swoje życie - jednak, moim zdaniem są to osoby z problemami np. rodzinnymi, a nie z zaburzeniami np. schizofrenia. Wielu studentów, którzy nabieraja świadomości, że jednak mają problem, przechodzi własną terapię. Oczywiście wielu - nie.
Trudno jest zapewne w trakcie naboru na studia wyłuskać jedynie odpowiednie osoby. Część wykrusza się w trakcie studiuów.
Jest jednak wiele osób, które idą z powołania.
Jednak, to co może uspokoić, to fakt, że nawet jesli student ma problemy, a potem przejdzie własną terapię - może być doskonałym terapeutą. Ma bowiem takie doświadczenia, które pozwalają mu lepiej rozumieć klienta. Doświadczenia, które często inni terapeuci znają tylko z opowieści.
Pozdrawiam
Monika
Offline
Wykluczałam choroby typu schizofrenia. Ale problemy chociazby wyciagniete z dziecinstwa, z zeszpolem wstrzasu pourazowego, osoby które bojąc się iść na terapie idą na studia psychologii/psychoterapii itp
Pozdrawiam
K.
Offline
Administrator
Tak, to trudne sytuacje. Niestety w takich przypadkach niezbedna jest uczciwość danej osoby. W toku studiów nabywa sie przecież pewnej swiadomości, która powinna doprowadzić do pójścia na terapię.
Przykre jest to, że czasami tak sie nie zdarza.
Offline
A co w przypadku przebrniecia przez studia i mozliwosci pracy z ludzmi w takich przypadkach ? To takie trwanie w rzeczywistosci opartej na wyobrazeniach....
Cz to wtedy nie jest zagrozenie dla tejże osoby i potencjalnego pacjenta ?
Pozdrawiam
K.
Offline
Administrator
Masz rację, to ogromne zagrożenie. Trudno jest jednak stworzyć takie sito, które wyeliminowałoby "złych" terapeutów. Przykre jest to, że cierpią klienci.
Myślę, że w takich wypadkach, jedynym sposobem jest dobra rekomendacja innych klientów.
Offline
W jaki sposób można więc dotrzeć do innych pacjentów danego lekarza/ mgr-a , dane osobowe i lista pacjentów indywidualnych jst chroniona ? A pod pokojem trudno stać i wyłapywać. Dla osob ktore pierwszy raz by trafiały do gabinetów, byłby to spory problem, przeprowadzić taki wywiad środowiskowy.
Pozdrawiam
K.
Offline
Gość
Ci owi "problemowi"..moga po prostu chcieć pomagać.moze to ,ze znajda odpowiedzi na wlasne problemy i pytania jest złudne.ale może dawac motywacje i siłę..
nie ma ludzi bez problemów mniejszych i wiekszych.nikt nie ma "czystego umysłu" dziś to chyba niemożliwe. sa prostu silniejsi i slabsi.wiadomo kto przetrwa.
Gość
wydaje mi sie ze trend o ktorym tu sie mowi nalezy juz do przeszłosci i nie sadze aby teraz na studiach psychologicznych było duzo takich osob (teraz psychologia jest po prostu modna) ale jest tez tu niewiele osób z rzeczywistym powołaniem. Jednak moja teoria jest taka ze problemy psychologiczne sa sprawa wstydliwa, wiele osob boi sie etykiety osoby "nienormalnej", ale takze nie traktowane sa one powaznie, uwaza sie je za błache i mozliwe do samodzielnego rozwiazania. Stad te proby. troche to dziwaczne bo nikt nie mysli aby isc na medycyne gdy ma zapalenie gardła. czy sie myle?
Gość
Pani Moniko,
Piszę własnie prace magisterska zwiazana z tym tematem. Trudno i jdnak znalezc podstawy teoretyczne. nie ma zadnych badan prowadzonych w tym kierunku. Bede wdzieczna za każdą sugestię.
Pozdrawiam
Administrator
Pani Kamilo
niestety nie mam żadnych sugestii - nie znam badać dotyczących problemowych studentów psychologii
nie wiem także co dla Pani oznacza "problemowi studenci"
pozdrawiam
Offline
Powiem cos jako laik,ltory ma duza fascynacje medycyna..
Kiedys, psychiatra a wiec lekarz medycyny powiedzial mi ze wsrod lekarzy najwieksza grupe samobojcow stanowia wlasnie psychiatrzy.Nie wiem gdzie takie statystyki sa dostepne i czy wiedzial jaki to jest procent ale to tez moze byc pewnym wyznacznikiem tego ze psychiatrie wybraly osoby,ktore chcialy sobie z czyms poradzic ale nie zdolaly.Mysle ze takie <grzebanie> w zakamarkach duszy moze byc przygnebiajace bo w czlowieku jest jednak duzo zla i ta praca jest trudna bo mozna stracic ostatecznie wiare w czlowieka.No i na pewno nikt nie odnajdzie sensu zycia i nie ureguluje swoich emocji tylko dlatego ze wybiera psychologie czy psychiatrie.
Inny psychiatra powiedzial mi ze sa pewne typy osobowosci,narcystyczne chyba,ktore wyrzadzaja bardzo duzo zla pacjentom bo sa skupieni przede wszystkim na tym by nie stracic<twarzy>.Nie beda szczerzy i nie sprobuja byc partnerami w psychoterapii ale beda zaznaczac swa wladze.Ten lekarz widzial ich sporo na swej drodze ale tez mi nie powiedzial jaki to moze byc procent....
W starozytnej Grecji w miescie Epidawros bylo sanktuarium Asklepiosa charakteryzujace sie wielka skutecznoscia leczenia.To juz wtedy w 5 w pne robiono proby leczenia przez oddzialywanie na psychike.Ale skutecznosc wynikala z czego innego.Oprocz reklamy dbano o jeszcze jedna rzecz-w osrodku nie mialy prawa przebywac ciezarne-charekteryzujace sie dosc wysoka umieralnoscia ani inne ososby smiertelnie chore.W efekcie-nikt tam nie umieral i chwala tegoo miejsca rosla....az chrzescijanie wytepili ten poganski kult...
pomyslalam ze to ma zwiazek z tematem,ktory poruszacie.Chwala ze psychologia wesppol z psychiatria pomogla wielu i mysle iz dobrze ze jak starozytni grecy nie <katalogujemy>. przypadkow negatywnych bo byloby to zniechecajace i mniej ludzi wybieraloby tego typu pomoc .
Pisze to jako osoba w pewnym sensie <pokrzywdzona> przez psychiatre,ktory najwyrazniej nie przeszedl wlasnej terapii.W moim przypadku dziwnym trafem wzmocnilo mnie to choc byly trudne chwile walki z emocjamiAle chyba tylko dlatego ze rozumialam ze moj lekarz jest pozytywna postacia a to z czym sobie nie radzi to zakochanie.Rozczulala mnie jego dobroc i oczuciowosc ,ktora probowal ukryc.....Mysle ze innych nie krzywdzi,tylko ze mna poszlo nie tak jak powinno....
Nawet jesli mamy naprzeciw siebie psychoterapeute-to jednak wszystko sie sprowadza do stosunkow miedzyludzkich i zwyczajnie <przeciagamy line> kto jest silniejszy.Czasami okazuje sie ze jednak pacjent a nie terapeuta..Trudna praca!!!!!! i jak w kazdym zawodzie wszystko sprowadza sie do tego jakimi ludzmi jestesmy i mysle ze stosunek krzywdzacych do pomagajacych bedzie podobny jak w innych specjalnosciach.
Tylko gdy wynikaja afery z tymi wielkimi nazwiskami ,ktorzy sie okazali pedofilami i innymi zboczencami-to noz sie otwiera w kieszeni...... i pomyslec ze ktos placil pieniadze takim potworom!!!!!!!
Offline
Te "potwory" jak ich nazwałaś, charakteryzowały się niezwykłą skutecznością leczenia.
Trzeba pamiętać, że człowiek - pomimo wszystkiego tego, co wiemy - jest tajemnicą.
Empatia i wczuwanie się w pacjenta niejednokrotnie kończy się dzieleniem z pacjentem tego samego świata, życie w tym nienormalnym świecie.
Nie znajduję lepszej metafory niż znana: "RÓWNOWAGA PSYCHICZNA". A teraz wyobraźmy sobie pacjenta na linie albo na kładce, który nie zachowuje równowagi i terapeuta idzie mu na ratunek.
Ile to razy ratujący tonącego, choć umiał świetnie pływać, utopił się razem z tonącym.
Offline
Gość
Czesc, jestem tu nowy. Ale zgadzam sie z przedmowczynia. Wszyscy ktorych znam, a ktorych spotkalem w pracy czy jako wspollokatorow, po psychologii, mieli wielkie problemy emocjonalne i fantastyczni opanowana sztuke manipulacji i klamstwa i sklonnosci psychopatyczne. uwazam ze uniwersytety powinni takich ludzi badac.
Gość
Sporo dobrych uczelni przeprowadza rozmowy kwalifikacyjne kandydatów, więc może to choć w jakimś stopniu pozwala zauważyć ewentualne problemy i zrobić pewien "przesiew". Z drugiej strony jest kwestia etyczna, z która poniekąd jest diagnoza kandydatów i uzależniony od niej dostęp do wiedzy (naukowej!) może być uznany za sprzeczny...
I tu chyba powraca temat ustawy o zawodzie psychologa, która mogłaby regulować konieczność terapii własnej, choć z drugiej strony nie mam pomysłu w jaki sposób, gdyż dołożenie lat terapii przed wejściem na rynek pracy byłoby dostępne tylko dla wybranych i niekoniecznie najlepszych...
Pozostaje wpływ uczelni, jeśli jest ona skoncentrowana na profesjonalnym kształceniu studentów, wykładowcy m.in. uświadamiają korzyści (osobiste i dla klientów) z terapii własnej i po takich uczelniach absolwenci najczęściej na terapię się decydują...
Wydaje mi się jednak, że w tej sprawie trudno o dobre rozwiązanie...