joka - 2011-01-11 16:51:46

Moj przyrodni brat od  18lat cierpi na zaburzenia nastroju.Oficjalnie jest zdiagnozowana depresja i takie leki przyjmuje .Z moich prywatnych <poszukiwan > wynika ze ma wszystkie objawy neurastenii i wielokrotnie jego zachowania to dwybiegunowe zaburzenia nastroju z przedluzajacymi sie okresami depresji.Przez tyle lat nie chcial poddac sie psychoterapii,z trudem dal sie namowic na leczenie farmakolowiczne.

Serce sie kroi gdy widac jak z roku na rok <gasnie>.Przystojny 45letni,silny fizycznie mezczyzna zupelnie wycofany z zycia bez konkretnego powodu.Nie ma problemow rodzinnych ani mieszkaniowych,zadnych nalogow,ma stala prace i wspolczujaca partnewrke.Robi sie coraz bardziej uciazliwy ze swoimi <humorami> ,nie wiem jak dlugo jego zona jeszcze to bedzie znosic!Od 3 lat widze podobne symptomy u jego rodzonej siostry,ktora tez ma kochajaca rodzine i nic jej z pozoru nie brak.

Mieli apodyktycznego ojca ktory nie przebieral w slowachCzy to mozliwe ze taki uraz z dziecinstwa dal o sobie znac dopiero kolo 30tki gdy zaczeli prowadzic tzw spokojne zycie i czy to mozliwe ze dopiero wtedy ich rozlozylo poczucie nizszosci????Nie moge zrozumiec przyczyny tego ze ten marazm ich wciaga i nie moga z tego wyjsc i ze to w wieku doroslym jest silniejsze niz wtedy gdy byli nastolatkami

Czy to mozliwe ze niektorzy nie maja za grosz odpornosci psychicznej i z czasem ich system nerwowy sie tak wyczerpuje ze musza sie calkiem wycofac z zycia?bo meczy ich jakiekolwiek podjecie decyzji typu ile pieniedzy wydac czy co kupic>>>

CZY KTOS MOGLBY MI PODPOWIEDZIEC jakich argumentow uzyc by go sklonic do psychoterapii????Czy ma jakikolwiek sens proba leczenia szpitalnego?Bylby sklonny jej sie poddac bo widzi to jako okazje do totalnego wylaczenia sie z zycia
Moze terapia pomoglaby mu odkryc dlaczego reaguje tak czy inaczej i co go tak naprawde boli.
Niestety ma argument ze mnie terapia w niczym nie pomogla bo w rzeczy samej nie <uzdrowila> mojego problemu (zupelnie innego!)ale faktem jest ze zrozumialam wiele rzeczy i nauczylam sie siebie akceptowac.

Malchos - 2011-01-11 23:19:04

Tego stanu ducha dotyczy metafora trzciny nadłamanej. Rośnie, dojrzewa, ale nadłamanie, które wytrzymywało ciężar i siłę przeciwności (wiatru) staje się tak naprawdę niebezpieczne dopiero wtedy, gdy dorasta się do samodzielności. Dopóki ktoś podejmuje decyzje, problem jest w uśpieniu, nie ujawnia całej swej grozy.

To duch zgaszony i ciężkie proroctwo na przyszłość.

Co można zrobić? Narodzić się na nowo, duchowo. Przeżyć uwolnienie od złego ducha przeszłości.

Mam na mojej działce świerka, który ma uszkodzony wierzchołek. Boczna gałąź, w jakiś zupełnie naturze tylko znany sposób, zamiast rosnąć w bok, zaczęła ustawiać się pionowo w górę i przejmować rolę tego uprzywilejowanego wierzchołka. Natura znajduje więc sposób, aby poradzić sobie z takimi przypadkami.

Życie w społeczności ludzkiej jest dalekie od praw naturalnych. Ale zawsze można obserwować i brać przykład.

joka - 2011-01-12 17:17:15

dzieki Malchos.Malo mnie to pociesza,tym bardziej ze nie jestes pierwszy w opinii ze ten typ tak ma...

Faktem jest ze jego stany lepszego samopoczucia maja zwiazek z przejawami silnej wiary.Zastanawiam sie co jest pierwsze czy to wiara go stawia na nogi czy tez gdy ma lepszy psychiczny ciag-to jest w stanie praktykowa
c i mowic o swej wierze....
Mysle ze nie bedziemy go wiecej przymuszac do brania pigulek skoro i tak przez lata nie pomogly a tylko truja watrobe.....
Lzy same plyna.....A moze potrzebny jest szok by sie ptrzasnal?Moze gdy go zona zostawi???

pomocy.. - 2011-01-13 19:03:15

moi drodzy pomozcie mi..
moj narzeczony od kilku lat ma nerwice depresyjną, jakiś czas temu zdecydował się by pojechać na leczenie do szpitala dla nerwowo chorych. dzwoni do mnie z tamtejszej budki telefonicznej. wydawało mi się że wszystko jest ok. dziś zadzwonił, płakał, mówił ze ma dosc, ze oni się nim nie interesują, nie podają mu zadnych leków, siedzi caly dzien i nic tam nie robi. mówi że sobie nie poradzi, że będzie jeszcze gorzej niż przed wizytą w tym szpitalu. co mam robić!

Monika Dreger psycholog - 2011-01-14 08:40:33

wspieraj go, jedź do niego ale tez poinformuj lekarzy, żeby byli czujni, bo stan się prawdopodobnie pogarsza. Jeśli nie jest zadowolony z opieki w tym szpitalu, może trzeba zastanowić się nad zmianą.

joka - 2011-01-14 21:54:31

Mysle iz rada by rozmawiac z lekarzami i pomagac w takim krytycznym momencie jest sluszna ale tak w ogole to uwazaj <POMOCY> z tym <wspieraniem> .Po tylu latach obcowania z osoba ,ktora tak jak twoj narzeczony ma najprawdopodobniej nerwice depresyjna,stwierdzam ze wszystko to jak <grochem o sciane>czyli bez efektu.My wszyscy jestesmy sterroryzowani humorami mojego brata,chodzimy na palcach,jestesmy o wiele bardziej znerwicowani a on...jakby nie slyszal zadnego zdania wsparcia ,ktore padlo przez tyle lat....
Przykre to co teraz powiem -ale zastanow sie powaznie nad malzenstwem,bo ja ci z doswiadczenia powiem ze opieka nad kims na wozku jest niczym w porownaniu z szarpaniem sie z czyjas chora psychika.Sama sie przekonasz jak trudno jest kochac taka osobe...po 15 latach.Moja bratowa jest bohaterka ale nie wiem czy wytrzyma do konca....Poza wszystkim musiala mlodo zrezygnowac  z zycia seksualnego  bo moj brat w ogole nie ma takich potrzeb  i skazana jest na duza doze samotnosci bo ciagle zle stany wylaczaja mojego brata z normalnego zycia.Seks to oczywiscie nie wszystko ale pomysl jaka jest wiez miedzy dwojgiem ludzi ktorzy nie sypiaja ze soba...Ja sie udzilam przez lata ze to depresja i moze da ja sie zaleczyc ale teraz gdy raczej jestem pewna ze to nerwica depresyjna-to wiem ze ma b duzy zwiazek z osobowoscia  i ze to jest duzo trudniejsze do zaleczenia niz zwykly epizod depresyjny.Moj brat zmienial lekarzy-moze jeden by go nigdy nie leczyl tyle lat na depresje-zawsze pod przymusem,trzeba bylo go <wolami> ciagnac na wizyte,przez lata popelnialam wielki blad ze zalatwialam mu lekarstwa  bez jego obecnosci u lekarza ,wiec wasz przypadek jest lepszy skoro chlopak sam chcial sie laczyc,ale jesli trafi na partaczy lekarzy -to wam wspolczuje bo nie wroci zdrowszy.Czytaj duzo na ten temat byscie umieli sami pomagac mu.My do wielu rzeczy doszlysmy same bo niestety dlugo nie trafilam na lekarzy z prawdziwego zdarzenia.Ale uwazaj z NADOPIEKUNCZOSCIA I STARAJ SIE NIE ROBIC ZA NIEGO RZECZY I NIE PODEJMOWAC DECYZJII!Najwyzej sTARAJ SIE NIE WYSTAWIAC GO NA Z B E D N E  SYTUACJE STRESOWE.Miej realne podejscie ze niewiele od ciebie zalezy...Nie wierz ze twoja milosc go uleczy,co najwyzej zlagodzi objawy..Sorry jesli cie dobilam....Obym sie mylila!!!!!!jESLI MIESZKASZ NA sLASKU,to moge polecic wspaniala lekarke,ktora poznalam w zeszlym roku .Sama tam nie mieszkam i nie mam mozliwosci do niej chodzic ale podczas 1 wizyty powiedziala mi rzeczy i pomogla bardziej niz przez tyle lat cala reszta pseudopsychiatrow ,ktorzy nie umieja sobie radzic z wlasnymi uczuciami ....bo nie na wszystko da sie wziac pigulke.Tule cie miloscia< braterska>.Wierz mi,znam twoj bol!!!!

Monika Dreger psycholog - 2011-10-10 13:01:18

Witam,

W związku z przeniesieniem forum psychologicznego na nowy serwer powyższy wątek zostaje zamknięty. Niestety, z uwagi na regulamin obowiązujący na portalu pun.pl nie mamy możliwości przeniesienia treści. W związku z tym serdecznie dziękujemy za wszystkie zamieszczone przez Państwa wypowiedzi i zapraszamy do kontynuowania wątków pod nowym adresem: www.forumpsychologiczne.org

Pozdrawiam

oferty kredytow ogame giermaniacy.pl naprawa laptopów Bydgoszcz Ładne Obrączki ZIRKON