Forum Psychologiczne

Forum Psychologiczne

  • Nie jesteś zalogowany.

#1 2011-01-03 11:40:53

lg

New member

Zarejestrowany: 2011-01-03
Posty: 3
Punktów :   

CZY WINA JEST PO MOJEJ STRONIE???

Witam!
Chciałbym opisać całą sytauację jak spotkala mnie i moja zone i uslyszec opinie ludzi nie bedacych z Nami zwiazanych (bo kazdy w rodzinie trzyma strone swoich). Otoz mam 30 lat żona 31. Razem jestesmy 10 lat z czego w zwiazku malzenskim 5 lat. 4 lata temu urodziła nam sie córeczka.
Poczatek naszego zwiazku ukladal sie wysmienicie. Robilismy wszystko razem pracowaliśmy razem, jezdzilismy wszedzie razem nawet na nie lubiane - choc moja małżonka twierdziła ze tez to bardzo lubi - przez inne kobiety mecze. Razem zamieszkaliśmy po 2 latach znajomości. W między czasie okazało się że mam nie uleczalną chorobę która powoduje że coraz więcej czasu spędzam na kibelku co może mieć wpływ na dalszą historię.
Od momentu poznania przez pierwsze 3-4 lata nie było ani jednej kłótni. Po tym okresie zaczeły się lekkie sprzeczki. Kiedy ja miałem pretensje do żony ona zaczynała płakać i odpyskiwać (bez wyzwisk) wówczas ja prosiłem aby dała spokój i się uspokoiła wówczas ona coraz bardzie zaczynała "kłapać jęzorem". Wtedy ja wychodziłem do pokoju i zamykałem drzwi bo nie chciałem wybuchać. Wolałem aby dała mi chwilę aż się ona się uspokoi a ja nie zaczne się wydzierać. No ale niestety ona wpadała do pokoju i zaczynała dalej kłapać ryczeć. No to ja wówczas nie wytrzymując zaczynałem ją wyzywać(niestety ale padały wulgaryzmy typu wypier*aj, zamknij się.) Kłótnia trwała przeważnie 3-5 minut a po 30 minutach wszystko wracało do normy. Zaczynaliśmy się uśmiechać godzić i wszystko było ok. Do takich sytuacji dochodziło raz w miesiącu czasem dwa.
Po 5 latach wzieliśmy ślub. Juz w tym dniu doszło do pierwszej zwady z moją matką. Okazało się że jakis mój członek rodziny coś powiedział do mojej żony obraźliwego a ona zamiast iść z tym na skargę do mnie lub do kogoś z mojej rodziny zaczeła w czasie wesela wszystkim opowiadać jaki to cham, hu* nie tłumacząc im o co chodzi. Kiedy owe osoby usłyszały że ona tak wyzywa jednego z gości zwróciły się do mojej mamy a ta zwróciła uwagę mojej żonie. Ona poczuła się obrażona że moja mama jeszcze zwraca jej uwage ale nie powiedziała jej co on do niej mówił tylko że to taki i owaki gnój. Później wyjawniła moim kuzynom co to były za słowa i niestety gośc został usuniety. Ja o całej sytuacji dowiedziałem się kilka miesięcy po weselu kiedy w kłótni moja żona powiedział że moja mama jej nie lubi bo na ślubie jej zwróciła uwagę jak ona się zachowuje. I od tej chwili zaczeły się problemy z teściową(moją mamą). Nie za bardzo zaczeły sie spotykać i widywać. Jak jechaliśmy do moich rodziców to wszystko było udawane że jest git.
Kiedy urodziła nam się córka nasz związek zaczynał sie powoli staczać. Ja troszkę nie byłem na to przygotowany bynajmniej na takie małe dziecko. Mam słaby kontakt z dziećmi do 2 roku życia. Pracowałem za siebie i za żonę. Od 8.30 do 18.30 W soboty i niedziele od 8 do 15.00.
Po wyczerpującej pracy nie miałem ochoty na nic komletnie. Widziałem jak żona radzi sobię z dzieckiem że jest to jej życie i z tego byłem bardzo zadowolony. Nigdy nie mówiła abym przewinoł dziecko czy na karmił. Wszystko robiła sama.Również i w tym okresie zaczeło dochodzić do kłótni a to że ja przychodzę z pracy a ona nie ugotowała obiadu a to że jest syf w mieszkaniu a ona mimo tego że dziecko śpi część dnia to ona nic nie robi. Obiad  jak zrobi to tak na odpierdziul. Wóczas znowu zaczynałem wybuchać i znowu ją wyzywać. Doszło do sytuacji że po jakiejś kłótni  żona poszła się kompać a ja siedziałem przed telewizorem wtedy moja córka zaczeła płakać podszedłem do niej i próbowałem ją uspokoić ale nie dało to rezultatu wiec poszedłem do łazienki i rzuciłem "idź bo bachor się wydziera". Słowo bachor padło to z moich ust pierwszy i ostatni raz(z reszta nie zdawałem sobie sprawy że to takie straszne słowo za co do dziś żałuje). Ale moja małżonka wyrzyguje mi to do dziś.I opowiada każdej osobie z która rozmawia na mój temat. Utarczek słownych i wyzwisk było coraz więcej.
Po okresie 2 lat po narodzinach córki wydawało mi sie że coś zaczyna sie poprawiać. wreszcie rozpoczoł się moj etap ojcostwa kiedy mogłem już rozmawiać z córką próbowałem wdrażać mój wymarzony plan bycia super tatą. Ale niestety się rozczarowałem. Moja małżonka w dalszym ciągu opiekowała się córką ale ja te możliwości już miałem ograniczone. Kiedy chciałem się pobawić z dzieckiem to nigdy sam bo mama musiała być obok mnie. Kiedy ona odprowadzała córkę do żłobka to ja nie mogłem jej odbierać musiała również robić to ona. Przez rok uczęszczania córki do żłobka odebrałem ją 2 razy. To samo tyczyło się mojej rodziny. Kiedy kilka razy moja żona musiała gdzieś wyjechać zawsze do opieki przyjeżdżała jej mama a czasem zawoziła dziecko do koleżanki na kilka godzin. Moja mama mogła też byc ale pod warunkiem że będzie też moja teściowa. Była tez taka sytuacja ze moja mama juz umowiła sie ze przyjedzie opiekować ję córką a tu z nienacka 2 godziny przed wpadała teściowa która niby o niczym nie wie i od tak przyjechała w środku tygodnia. Ta sytuacja zaczynała mnie kompletnie wnerwiać. Zonę zaczynałem postrzegac jako wroga numer jeden. Jej rodzina miała wszystkie przywileje a moja żadne. Doszło do tego że moja córka mówi do mnie do moich rodziców i brata - tata,babcia dziadek wujek, a do żony i jej rodziny mamusiu, babciuniu, dziadziuniu wujciu. Ale żona twierdzi że to ona sama tak sie nauczyłą. Kiedy moja mama zapytała sie wnuczki czemu mówi do tamtej babci babciunia a do niej babcia to ona powiedziała ze mama tak jej mówi.
Wszystko co dali moi teściowie wnuczce było numerem jeden do zabawy to co dawałem ja i moi rodzice było zbedne odstawiane na bok. Czasami wyjeżdżałem do pracy za granicą. Kiedy nie było mnie przez miesiąc moja żona wydzwaniała codziennie i opowiadała co sie dzieje w pracy jak to za mną tęskni itp. Podczas mojej nie obecności to żona siedziała w pracy a dziecko (było okres wakacyjny) było pod opieką babci oczywiście 80% spędzała z nią teściowa (brała długie urlopy) a 10% moja mama a 10% razem. Podczas mojego miesięcznego pobytu za granicą mimio iż mieszkamy w tym samym mieście moja żona raz odwiedziła z dzieckiem moich rodziców. I może to trwało 50 min. po czym szybko uciekała bo musi jechać do koleżanki. Od tego momentu zaczoł się etap koleżanek. Zaraz po odebraniu dziecka ze żłobka później przedszkola był szyki wypad do kolezanki, kuzynki i tam przesiadywanie do godziny 17-18. Po tym czasie przyjeżdżała do domu myła dziecko i kładła spać. Kiedy ja chciałem położyć się z nią i poczytac jej bajkę to było. Ale szybko krótką bajkę bo ona nie będzie spać tylko będzie szaleć. No to po paru takich sytuacjach odechciało mi się czytać bajek i nawet nie dała mi szansy uśpić dziecka. Moja sytuacja psychiczna zaczynała się coraz pogarszać zaczynałem być coraz bardziej nerwowy i sfrustrowany a dodatkowo choroba zaczeła się pogłębiać. Nie rozstawałem się z toaletą. Lekarz stwierdził że jest coraz gorzej z moim organizmem. Ale ja miałem nadzieje że będzie dobrze. Nic nie wspominałem mojej rodzinie co się u nas dzieje że kłócimy się o byle co że ja ja wyzywam i mam do niej pretensję. Jak pytałem się żony czy rozmawia na mój temat z teściową ona kategorycznie zapewniała mnie że nigdy z nikim o mnie nie rozmawia i to co się dziej między nami jest tylko znane nam.
Próbowałem jakoś załagodzic sytuację i próbować metod które sprawdzały się przed ślubem. Proponowałem żonie abyśmy poszli sobie do kina, restauracji ale ona nigdy nie chciała bo kto zostanie z córką?(teściowa 30km od nas moja mam 3 km) jej sie nigdy nie chciało.
Sprawy łózkowe też się skomplikowały. Kiedy córeczka była mała spaliśmy z żoną na łóżku a obok w łóżeczku dziecko. Ja po kilku miesiącach powiedziałem że przeniose się do małego pokoju a one niech tu zostaną bo ja się nie wysypiam chrapię a dziecko w nocy płacze i budzi się też przeze mnie. Nie było problemu. Od tego czasu już nie sypialiśmy razem. 3 lata ja sam a żona z dzieckiem. Mimo iż córeczka była na tyle duża bo wiek powyżej 3 lat pozwala aby przyzwyczajać dziecko do stopniowego spania samemu to i tak żona wciąz nie opuszczała jej na krok.
Wreszcie pomyślałem że może byłoby mieć drugie dziecko wtedy ja się zaopiekuje jednym a ona drugim i bedzie podział ról. No ale ona stwierdziła ze miała straszny poród i nie chce tego znów przechodzić (moja choroba jest taka że takie porody to ja mam kilka razy w miesiącu) i akurat okazało sie ze po kilku dniach okres jej sie nie kończy tylko ciągle krwawi. Dziwnym trafem krwawiła przez 3 miesiące i nie szła do lekarza. Mówiła że pójdzie ale nie teraz. Wiec zbliżenia nie było prze przynajmniej 5 miesięcy. Póżniej wszystko ucichło i ze zdrowiem było ok.
Ja w dalszym ciągu dążyłem aby wreszcie być tym ojcem ale niestety dziecko coraz bardziej oddalało się ode mnie. Chciałem zabrać ją sam do kina aby choć trochu pobyć z nią sam na sam aby miała w pamięci to że coś choc raz zrobiła pierwszy raz z tatą. Aby wspominała że w kinie była z ojcem ale oczywiście nie zaraz mama musiała się wbić że ona też idzie i koniec. Wiec poszliśmy razem. Podczas seansu kiedy ja próbowałem coś jej mówic byłem uciszany przez matkę "csii ona ogląda" ale że ona trajkotało do córki cały czas to nie było problemu.
W ostatnią 2009/2010 noc sylwestrową nie poszliśmy jak zawsze nigdzie się bawić tylko zostaliśmy w domu. Ja tradycyjnie zrobiłem kolacje żona tradycyjnie poszła usypiać dziecko. Usypiać dziecko poszła o godzinie 19stej. do godziny 20 nie wychodzi z pokoju. Miałem taki zwyczaj że nie wchodzę jak ona usypa małą bo kilka razy miała o to pretensje że wchodze a ona jeszcze nie śpi i się przebudza. Dlatego siedziałem spokojnie i czekałem. Nie wyszła do godziny 22.30 więc stwierdziłem że chyba się obraziła bo wcześniej mieliśmy małe spięcie i dlatego nie przyszła. Wnerwiłem się że naszykowałem się aby zrobić atmosferę a ona mnie olała. Więc poszedłem spać. przyszła o 23.30 i pyta się mnie co ja tu robię czemu śpię. A ja powiedziałem żeby spadała i niech się przytuli do misia bo ja nie chce się już budzić. Siedziałem tyle a jej nie było. Okazało się że niby zasneła. Chuk za oknem od 4 godzin od wyszczeliwanych petard a ona zasneła. W normalny dzień słyszy w nocy jak na dole kilka pięter niżej ktoś kluczami stuka a w sylwestra zasneła. I tak się zakończył rok 2009.
Po kilku tygodniach doszło do kolejnych kłótni a to że nie oszczedza wody a to że rachunki za telefon ma trzy razy wyższe ode mnie cięgle miałem do niej pretensje że mnie nie słucha i olewa. Nie przelwewało nam się (zarabialiśmy razem 2000zł) ale dla niej to nie był problem bo to ja siedziałem w pracy całymi dniami a ona 3-4 godziny lub w ogóle i dla niej pieniądz nie miał żadnej wartości.
Na początku marca doszło do takiej sytuacji że zwróciłem jej uwagę że mimo to że maluje kilka pięter niżej pokoje u sąsiada czemu nie przyjdzie choć na chwilę i zapyta się czy coś bym zjadł lub zobaczy jak mi idzie. To ona sie obraziła. z łaską zeszła na drugi dzien i popatrzyła i zaczyna mi mówić że jej mamusia przywiozła mi kolejne przypomnienie o nie zapłaconym mandacie który przyszedł z zagranicy kolejny już raz i że mama rozmawiała z kuzynami czemu ja tego nie płacę tylko unikam. Wnerwiło mnie to że gada innym o sytuacji która już sobie wyjaśnialiśmy. Mówiłem że biore to na siebie i to ja się z tym bedę gimnastykował i nie chce aby inni o tym wiedzieli. No ale teściowa oczywiście wie najlepiej. Nigdy w życiu nie opuściła granicy polski chociaż mieszka od owych granic 50km ale oczywiście ona wszystko widziała i wie. Wnerwiłem się do tego stopnia że już cały wieczór nie chciało mi się o niczym gadać. Na dodatek jak co dwa tygodnie przyjeżdżał do nas mój szwagier z dziewczyną a że oni do rozmownych również nie należą atmosfera była do bani. I niestety wieczorem znowu mieliśmy następny zadzior z żoną poszło o cisze w domu że ja daje głośno telewizor i że dziecko nie będzie mogło spać. Telewizor miał skalę do 40 było ustawione na 9 a ona chciała na 4 tak żeby prawie domyślać się co mówią aktorzy. No oczywiście zaczeła się jatka ja zaczełem sie wydzierać a w dodatku wszyscy byliśmy po kilku piwkach powiedziałem aby wreszcie zabierała dziecko wsadziła se je w du*e i wypierda*a bo już mam dość. I wyszedłem z domu spać do pracy. Oczywiście ona cieszą csię po cichu z takiej sytuacji że będzie mogła być z rodzicami wystartowała niczym perszing w stronę rodzinnego domu. Ja po powrocie doznałem szoku bo nie spodziewałem się takiej reakcji. No ale po przemyśleniach że źle powiedziałem i że nie bedę widzieć córki zadzwoniłem do teściów i wyjaśniłem z teściową co i jak z żoną również że damy sobie szansę itp. Po dwóch dniach zjawiła się w domu powiedziała ze troche ciężko jej było beze mnie że jaki jestem taki jestem ale lepiej byc razem. Ucieszyłem się bo miałem pewność że żeczywiście będzie tak jak mówi.
No ale czas pokazał że nie do końca. Byłem w stosunku do żony normalny taki jak powinienem być. Chodziłem dalej do pracy ona na kilka godzin wpadała do mnie a potem szła po dziecko i do godziny 19stej nie widywaliśmy się. Zawsze się jej pytałem czemu nie przyjdzie z córeczką jak wraca z przedszkola aby choć mówiła mi cześć tato( bo tatuś to raczej nie wypadało z ust mojego dziecka) no ale ona na to że a to na plac zabaw idzie a to szybko coś dziecku ugotować a pracowałem w tej samej kamienicy co mieszkaliśmy. Zawsze była jakaś barykada na przyjściu do mnie.
Ja miałem coraz większa świadomość że jednak nic z tego nie będzie żona dalej nie przejawiała intencji abym poczuł sie ojcem dziecka a ja coraz bardziej zaczynałem oddalać się od nich. Nasze rozmowy trwały chwilę jej tematem było zawsze co się dzieje u jej koleżanek a że tą wyzywa mąż a że ta się kłóci z teściową takie tematy które mnie komletnie nie interesowały. Nasze wieczory wyglądały tak że ja po przyjściu z pracy siadałem przed telewizorem ona myła dziecko(ja myć też za bardzo nie mogłe bo na pewno "źle ją bym umył"usypiała je szła siękompać po czym przychodziła o godzinie ok 20.30 siedziała godzinę zasypiąła i nasz dzień się kończył.
Oczywiście w tym wszystkim upatrywała tylko mojej winy. Kiedy znowu zaczynaly się kłótnie ona za każdym razem wyrzygiwała mi że ja jej nie kocham żę mówie na dziecko bachor że mówie do niej spierd* i że kazałem jej wsadzic sobie dziecko w du*. To był ciągle ten sam nie zmieniony tekst który przetaczał się przez wszystkie kłótnie. Skrawki z przeciągu 10 lat które zakodowała sobie w mózgu który doprawadziły do jej zniszczenia.
W czerwcu wyjechałem na miesiąc pracy za granicę. Jak to zwykle bywało podczas takiego wyjazdu moja żona przez telefon była jak za dawnych lat. Misu, tęsknie itp. Kiedy nadszedł dzień ojca od samego rana czekałem na telefon że kochana córeczka zadzwoni do taty i powie mu pare miły słów. No ale niestety tego dnia dziwnym trafem jak to stwierdziła moja żona telefon nie mógł sie połączyć ona tyle razy dzwoniła a ja nie odbierałem. Na następny dzień napisałem że bardzo mi przykro że mama nie potrafiła córeczce dać telefonu i złożyć życzeń tacie. Ale ona przedstawiła mi wyjaśnienie jak wyżej i z trudem moje dziecko wymeczyło "wszystkiego dobrego tato". Po tym wszystkim znowu czułem się jak po przejechaniu przez walec. Ale doszedłem do siebie i puściłem w nie pamięć.
W sierpniu zamkneli nasz oddział więc razem zostaliśmy zwolnienie i zostaliśmy bez pracy. Zdołowało mnie to bo tyle lat tam pracowałem i przyzwyczaiłem się ale wszyscy mówili że bedzie lepiej.
Po kilku dniach nadszedł dzień moich urodzin. Spędziliśmy je w gronie mojej i mojej żony rodziny. Wieczorem wpadliśmy na pomysł z bratem aby póśc na dyskotekę, zapytałem się więc mojej żony co ona na to ale jak to można było się domyśleć jej odpowiedź brzmiała nie no bo co z córką. Babci przecież nie zostawi pod opieką. No to ona pojechała do domu a my wybraliśmy się pobawić ja mój brat i jego dziewczyna. Na dyskotece przebywaliśmy pare godzin. pogadaliśmy spotkałem kilku kumpli z którymi praktycznie od poznania swojej żony zerwałem kontakt i wróciłem do domu.Na drugi dzien okazało sie że żona otrzymuje telefony że ja niby sie z kimś "dymałem" i żeby się żona nie dziwiła jak będe miał z kims innym dziecko. To ja do niej ze to jakiś kit niech idzie na policję i to zgłosi ale ona że nie pójdzie bo coś tam. Jej teoria spisku spadła na dziewczynę brata że to ona podsyfia koleżanki aby te dzwoniły do niej i opowiadały takie historię. Że ona chce zniszczyc nasze małżeństwo. Po kilku dniach wszystko ucichło skończyły się telefony.
Ja kolejny raz wyjechałem za granicę więc przez cały wrzesien nie było mnie w domu wiec wszysko było super jak zwykle sielanka telefoniczna. Raz w połowie września przyleciałem na 3 dni to było fajnie jeden dzień później już chyba dla żony za długo byłem w domu wiec miłość odeszła do momentu az znalazłem się z powrotem 1000km od niej.
Po powrocie do domu w Październiku pojechaliśmy na ślub do jej kuzynki. Żyć nie umierać żona do rany przyłóż ja nie pozostawałem dłużny również potulny jak baranek. Ciotka żony mówi do niej masz super męża itp. To nic że jak tylko przyjechelem do domu z lotniska aby się przebrać i przygotowac do tego wesela to jedne z pierwszych słów żony to "ile zarobiłeś a mogę zobaczyć i znika dziwnym trafem śmieszna mała suma pieniędzy ale ona twierdzi że to nie jest jej sprawka. To nic że ja przed wejściem do domy sprawdzałem coś w portwelu i akurat z dwóch przegrodek naraz znika po jednym banknocie. Po porostu czary. Ale co by nie mówic pierwsze kilka dni fajne.
Później zaczyna sie piać na nowo kłótnie o to że jak zwykle podczas mojego pobytu poza domem ani razu (może raz?) nie odwiedza moich rodziców a zwłaszcza wnuczka bo to o nią chodzi dziadkom. Ale dla żony to dręczenie psychiczne kiedy ja zwracam jakąkolwiek uwagę ona mówi że psychicznie nie wytrzymuje że ją już ciągle boli głowa. Na nic nie mogłem zwrócic uwagi bo to już było dręczenie. W końcu zaczołem jej mówic że ja też mam już dosyć wszystkiego i żeby te choróbsko zmieniło się w raka i mnie wszamało ale ona na to w ogóle nie reagowała. Wg niej to ja sobie tak tylko mówie no ale niestety ja tat to sobie nie mówiłem nie mogłem już tego znieść. Myśl o tym że nie mogę być ojcem dla dziecka a jednocześnie ciągłe utrwalanie mi przez żone że jestem psychopatą powodowało że byłem na skaraju załamania i samobójstwa. Nie mogłem nikomu się zwierzyć bo nie miałem takiej odwagi. Myślałem że ona też nikomu nie mówi to i ja nic nie mówię.
W końcu nadszedł dzień ostateczny. Po spotkaniu z lekarzem otrzymałem ostrzeżenie że jeśli w ciągu 2 tygodni po silnej dawce leków mój organizm nie zacznie się reperować to czeka mnie operacja i częściowe kalectwo. To czego życzyłem sobie zaczynało się spełniać. No ale podjełem walkę i spróbowałem. Wyciszyłem się przez kilka dni nie odzywaliśmy się z żoną do siebie święta mineły w średnim nastroju. Robiłem wszystko aby się nie denerwować bo jak to mówił mi lekarz. Stres Pana zabije! No ale jak tu się nie stresować kiedy moja żona po rozmowie z moją mamą znów napuszyła się jak paw. Znów obrażoną ją bo zwróconą jej uwagę że nie przyjeżdża z wnuczką że obgadyje teściową itp itd. Dzień pzred sylwestrem pojechałem na zakupy. Po powrocie wszedłem do domu daje żonie przysmaki które lubi a ona na to że nie dziekuje ona juz tego nie chce i jutro musi mi coś powiedzieć a teraz jedzie do apteki po lekarstwo. Zdziwiłem się o co jej chodzi no ale dobrze. Mogłem wreszcie położyć się koło córeczki i chwile pobyć z nią w pokoiku jak śpi sama. Telefon zostawiłem w innym pokoju i położyłem się z nią. Po godzinie wpada żona leci do pokoju i rzuca" co ty robisz!! czemu nie odbierasz telefonu??!?!odejdź z tąd bo ja chce się położyć z córką" Ja na to że chciałbym poleżęć z nią choć raz. NIE masz zejść ja ide zrobić lekarstwo a ty idź. W tym czasie jak wyszła obudziłą się córeczka zobaczyła mnie i ucieczka. Ja mówie lesz słoneczko a ona musia, musia. Poleciała do mamy i mówi jej że ona się taty boi!! To mnie zamówrowało. Więc ja ubrałem się i mówię jadę wreszcie wszystko wyjaśnić do teściów. Przyjechałem pod blok widze światło się pali więc zawdzwonie na komórkę aby nie budzic nikogo. Odbiera teściowa i już słysze  że coś nie tak nie ma zdrobniałego imienia jak to było zawsze tylko służbowe "tak słucham" a ja mówie że jestem pod klatkę i chciałbym porozmawiać no to okazuje się że nie ma nikogo w domu będa za godzinę. No to ok ja poczekam ale skoro pali się światło w domu to ktoś jest. Może szwagier to wypadało by powiedziec zadzwoń to cie wpuści ale nic takiego. WIęc siedze w tym aucie na mrozie i widze że swiatło gaśnie więc mówie sobie już wszystko wiedzą. Dzwonię i mówie ze jednak nie będe czekal i się zegnam. Teściowie OK ale o co chodzi?
Mija dzisiaj kilka dni od tej sytuacji i sam juz nie wiem co myśleć. Dzwoniłem do żony po pierwszym dniu to mówiła że wina jest po naszej stronie. I że zobaczymy jak to będzie następnym razem już mówiła to samo co w kłótniach poszczególne słowa z przeciągu 10 lat i że ja cały czas ją męczyłem psychicznie. A to że ja miąłem ogromny ból w sercu kiedy odtrącałem nie od dziecka to tego nie widzi. Człowiek idzie wspólnie po dziecko do przedszkola dziecko widzi mnie i mówi tato biegnie w moim kierunku a ona cyk wyprzedza mnie i ściska córeczkę mówiąc "mamusia tęskniła za tobą" to jest normalne.
Daltego juz nie wiem co myśleć trochę długi to post ale musiałem to wszystko jakoś wylać z siebie.
Moze ktoś dotrwa do końca :-)
P.S. Chciałem jeszcze dodać że na żonę nigdy nie podniosłem ręki zawsze ją kochałem i taka rzecz nie przeszła by mi nawet do głowy.

Ostatnio edytowany przez lg (2011-01-03 12:03:04)

Offline

 

#2 2011-01-03 12:51:45

 sadness

Przyjaciel forum

Zarejestrowany: 2010-09-16
Posty: 234
Punktów :   

Re: CZY WINA JEST PO MOJEJ STRONIE???

Witaj,

Z jedną rzeczą mogę się zgodzić: WINA LEŻY PO OBU STRONACH. W waszym przypadku również tak jest.

Pamiętaj,że w związku,w małżeństwie,to Kobieta jest odpowiedzialna za miłość,czyli za to czy ta miłość istnieje i jaka ona jest a mężczyzna jest odpowiedzialny za odpowiedzialność. To on jest odpowiedzialny za to jaki żona ma nastrój i za wszystko inne


Czytając Twojego posta zwróciłam szczególną uwagę na sytuacje w których to Ty popełniałeś błędy i sytuacje w których Twoja żona nie była do końca sprawiedliwa. Martwi mnie to,że używałeś wobec swojej kobiety wulgaryzmów. To bardzo raniące. Bo jak można mówić i czuć że się kocha,skoro mówi się takie rzeczy. Rozumiem,że emocje wzięły górę ale właśnie nad podobnymi emocjami trzeba umieć panować. Lepiej iść na spacer i się uspokoić niż zranić drugą osobę. To prawda,że kobieta reaguje emocjami i emocje u niej biorą górę. Ale pamiętaj,że to facet jest tym,który trzeźwo myśli i kieruje się rozumem. Jeśli Twoja kobieta mimo tego,że chciałeś się uspokoić krzyczy,poczekaj aż się wykrzyczy a później ją przytul.
Sam napisałeś,że to co mówi Twoja żona Cię nie interesuje. Ale czy jest to powód żeby nie słuchać? Nie. Wiesz dlaczego kobieta lata do mamusi na skargę? Bo facet jej nie słucha. Wiesz czemu możesz być traktowany jako wróg? Bo nie słuchasz żony. Jeśli ona ma coś do powiedzenia,wysłuchaj. Jeśli Cię to nie interesuje,co z tego? Żona Cię interesuje i to jest powód dla którego powinieneś jej słuchać. Dobrze,że ma mamę i może jej się wygadać. Bo co,kiedy na jej drodze stanie facet,który zacznie jej słuchać?Kobiety uwielbiają mówić i uwielbiają być słuchane. Pamiętaj. Osobiście nie potrafię zrozumieć sytuacji z Waszym dzieckiem. Napisałeś że nie chcesz się wtrącać w wychowanie do drugiego roku życia. Ale czy to na prawdę? To przecież Twoja córeczka,taka słodka i mała,taka która potrzebuje dotyku i tego by ją tatuś przytulił. Ubolewam że Twoja żona nic z tym nie zrobiła. Przecież wspólne kąpiele i usypianie może być wspaniałe.

Ciężko będzie zrobić coś by wszystko wróciło do normy. Ale warto. Na prawdę warto. Tylko musisz nauczyć się tego,czego kobiety potrzebują. Zobaczysz jak Twoja żona wtedy będzie na Ciebie patrzeć.

I pamiętaj,nie miej pretensji że obiad nie jest gotowy,że nie posprzątane i że nawet jeśli Twoja żona po uśpieniu córki siedzi wygodnie w fotelu. Otóż ona odpoczywa. Po ciężkim dniu. Obowiązkami trzeba się dzielić. Pochwal ją za to,że w natłoku zajęć ugotowała obiad. Co prawda pisałeś że byle jaki,ale ważne że obiad.


"Słowo,które nie jest wypowiedziane,jest słowem którego nie można powtórzyć,nie można się go nauczyć ani imitować,póki więc nie otworzą się usta,nie otworzą się rzeki,nie otworzą się rany,nie otworzą się umysły,nie otworzy się raj"

Offline

 

#3 2011-01-03 13:34:35

lg

New member

Zarejestrowany: 2011-01-03
Posty: 3
Punktów :   

Re: CZY WINA JEST PO MOJEJ STRONIE???

Dziękuje za odpowiedź. Rzeczywiście racja jest w tym że źle się odnosiłem wobec żony ale uwierz mi że robiłem wszystko aby opanować nerwy. Przytulanie może byłoby metodą ale w takiej wewnętrznej złości nie mogłem nic innego zrobić tylko. Jedynym wyjściem były "złe słowa". Co do zwierzania się mamie nie mam do tego pretensji tylko kiedy pytałem sie jej czy mówi matce o naszych kłótniach to mama nigdy nic nie wiedziała a okazywało się co innego. Przynajmniej raz w miesiącu nasze matki spotykały sie razem i teściowa ani słowem nie wspominała mojej matce że ja sie tak zachowuje. Jak jechałem do teściów to też wszystko ładnie pięknie cacy zięć. A nikt nie przywołał mnie i nie zapytał sie czemu tak jest? A teraz za wszystko jestem obwiniany. A co do opieki nad córeczką to tak jak pisałem nie potrafiłem i bałem się poniekąd opieki nad takim maleństwem. Nie mówie tu że wogóle nie chciałem jej widzieć. Po prostu to wszystko było dla mnie za nowe. Chyba przerastało mnie. Wiem że to jest dla innych dziwne no ale każdy człowiek jest inny i ma różne podejście do pewnych spraw. Ty jesteś kobietą matką i twój instynkt będzie całkowicie różnił się od męskiego.
dzięki jeszcze raz i pozdr.

Offline

 

#4 2011-01-03 16:30:47

 sadness

Przyjaciel forum

Zarejestrowany: 2010-09-16
Posty: 234
Punktów :   

Re: CZY WINA JEST PO MOJEJ STRONIE???

lg napisał:

Przytulanie może byłoby metodą ale w takiej wewnętrznej złości nie mogłem nic innego zrobić tylko. Jedynym wyjściem były "złe słowa".

To nie jest wyjście. To ucieczka. To pewnego rodzaju obrona. Nie wiedziałeś co z tym zrobić. Było w Tobie zbyt mało siły i odwagi by załagodzić konflikt. Bądźmy mądrzejsi od partnera i nie dolewajmy oliwy do ognia. To w przyszłości obróciłoby się przeciwko nam. Jeśli natomiast będziemy łagodzić konflikty,kiedyś to zaowocuje. W najbardziej pozytywny sposób.


Jeśli chodzi o Waszą córeczkę,to prawda,że każdy inaczej reaguje na narodziny dziecka. To nowa sytuacja. Jedni od razu się do niej przystosowują a inni potrzebują czasu. Ale to nie oznacza,by od dziecka się izolować. Bo czymże jest to dziecko? Owocem miłości obojga rodziców. Nie tylko Twojej żony,ale również Twoim. Pamiętaj o tym.


"Słowo,które nie jest wypowiedziane,jest słowem którego nie można powtórzyć,nie można się go nauczyć ani imitować,póki więc nie otworzą się usta,nie otworzą się rzeki,nie otworzą się rany,nie otworzą się umysły,nie otworzy się raj"

Offline

 

#5 2011-01-03 16:44:12

lg

New member

Zarejestrowany: 2011-01-03
Posty: 3
Punktów :   

Re: CZY WINA JEST PO MOJEJ STRONIE???

sadness napisał:

Bo czymże jest to dziecko? Owocem miłości obojga rodziców. Nie tylko Twojej żony,ale również Twoim. Pamiętaj o tym.

Zgadza się ale jak dobrze wczytałaś się w tekst ostatnie dwa lata nie potwierdzają tego. Ja nie odizolowywałem sie od dziecka tylko chciałem być jak najbliżej niej. Ale wszelkie próby były torpedowane przez żonę. Dziecko przychodząc do domu nie biegło do mnie tylko do królika. Pytało się królika jak się czuje a mama nie reagowała. Mimo tego że kilka razy mówiłem córce że lubie i chciałbym aby przychodziłe do mnie i pytała się co u mnie tak jak to ja robiłem przychodząc do domu. Żona kompletnie nie zwracała na to uwagi że dziecko nie pyta o ojca.  Jak się pytała dziecka czy kocha mamusię (nie rodziców) to dziecko potwierdzało tak ale jak ja sie jej pytam czy kochasz tatusia to była słodka minka i na tym koniec. Było wiele sytuacji w których ja zainicjowałem jakąś zabawę ale po chwili mama wpadała na pomysł aby bawić się w coś innego tak aby uwage skupic na sobie. Aby broń boże dziecko nie było za bardzo zadowolone z zabawy ze mną. Dlatego prosze mi powiedzieć czy nie jest tu możliwy gniew wewnętrzny co do żony? Czułem się nie potrzebny a to później przeradzało się w kłótnie itp.

Offline

 

#6 2011-01-03 17:14:38

 Malchos

Przyjaciel forum

Skąd: Tarnów
Zarejestrowany: 2010-12-21
Posty: 503
Punktów :   10 

Re: CZY WINA JEST PO MOJEJ STRONIE???

Drogi lg, przeczytałem wszystko, co napisałeś, bo wszystko, co chciałeś napisać na pewno ma znaczenie. Jest tu kilka wątków i musiałbym pewnie napisać post nie krótszy od Twojego, aby do wszystkiego się odnieść. Skupię się na najważniejszych sprawach.

1. Ucho - to bardzo wrażliwy organ kobiety. Co powiesz, to usłyszysz. I w dodatku "wszystko cokolwiek powiesz, może być użyte przeciwko tobie". Ucho to zasada wszelkich kontaktów z kobietami, także w tym znaczeniu, że Twoje ucho musi być zawsze otwarte na słuchanie. Ale słuchanie to dopiero początek procesu. O wiele ważniejsze jest rozumienie. Tu warto wzbogacić swoją męską (ułomną) zdolność sluchanie i rozumienia kobiet lekturami i technikami aktywnego słuchania. Czytaj, co tylko możesz o kobietach, ale niech to będzie lektura naukowa i popularnonaukowa, a nie kolorowe czasopisma.

2. Wymagania. Wymagaj od siebie. Podział obowiązków jest ustawiony tradycyjnie bardzo korzystnie dla mężczyzny. Mężczyzna jest głową, a kobieta szyją. Kobiety uwielbiają myśleć, że one kręcą głową. Nie należy ich z tego błędnego poglądu wyprowadzać. Wystarczy pamiętać, że impulsy do szyi płyną z głowy. I niech sobie myśli, że Toba kręci. Pytaj, co mysli o Twoich pomysłach i konsultuj z Nią wszystko. Pozostaw sobie prawo do decydowania o wszystkim, w czym nie będzie zdecydowania.

3. Córka. Twoja Żona traktuje Córkę jak swoją własność. Izolowanie Ciebie od Córki wygląda mi na odwet za "krzywdy" i kłótnie. Kobiety mają niewielki wachlarz możliwości zachowań odwetowych, więc stosują takie, które są najprostsze, czyli łóżko i dzieci. Nie wymagaj, aby Żona i Córka traktowała tak samo rodziców Żony i Twoich Rodziców. Traktuj to jako zachowanie znaczące, symptom. Zawsze możesz doprowadzić do zmiany, ale nie da się tego osiągnąć wprost, przez wymaganie i postawienie nakazu. Zapewne im bardziej będziesz chciał się zbliżyć do Córki, tym bardziej będziesz miał to utrudniane, więc postaraj się wykorzystywać te momenty, w których możesz to realizować bez pozwolenia. Z biegiem lat będziesz miał coraz więcej do tego okazji, a może się nawet okazać, że Twoja Córka zacznie potrzebować Ciebie niż Żony, której towarzystwem się nasyci.

4. Choroba. Jeśli na rozwój Twojej choroby mają wpływ emocje, to znaczy, że Twoj stan nie tylko pogarsza się od emocji, ale że Twoja choroba w całości wzięła się z emocji. Warto pamiętać, że każda potrawa robiona przez Żone także nafaszerowana jest emocjami i uczuciami. Najprawdopodobniej także skład potraw ma wpływ na Twój stan chorobowy (jeśli to związane jest z krwawieniem przewodu pokarmowego, to tyleż zależy to od emocji, co diety). Emocje mają wpływ także na procesy trawienia i wydalania enzymów. Metoda starych lekarzy nakazuje pić gorącą wodę łyżeczką trzy razy dziennie, powoli i bez pośpiechu.

5. Teściowie. Nie miej za złe Żonie, że rozmawia o Tobie z Teściową. Jeśli o tym wiesz, to wykorzystaj to. Zbliż się do Teściowej, dopieszczaj ją uważnością, słowami i grzecznością. Nic złego o Żonie nie mów, a gdy poczujesz, że Teściowa zmieni do Ciebie stosunek, wtedy zacznij się Jej radzić w sprawie kontaktu z Córką. O kłopotach z Żoną nic nie wspominaj, bo bez mówienia Tesciowa swoje zrobi, gdy Jej obraz Ciebie będzie rozbieżny z obrazem, jaki tworzy Twoja Żona. Odsyłam do książki (lub filmu) "Przeminęło z wiatrem". Niech Twoim wzorem będzie Rhett Butler. Traktuj sytuację jak żołnierz. Nie zwiększaj ilości swoich przeciwników. Nie panikuj. Strzelaj w dziesiątkę. Wycofaj z użycia napalm kłótni i dywanowe bombardowania. Wprowadź wojskową dyscyplinę swoich zachowań. Nic bez rozkazu dowódcy.

Jak o czymś zapomniałem, to dopiszę jeszcze.

Offline

 

#7 2011-10-09 22:52:14

Monika Dreger psycholog

Administrator

Zarejestrowany: 2007-01-29
Posty: 2025
Punktów :   

Re: CZY WINA JEST PO MOJEJ STRONIE???

Witam,

W związku z przeniesieniem forum psychologicznego na nowy serwer powyższy wątek zostaje zamknięty. Niestety, z uwagi na regulamin obowiązujący na portalu pun.pl nie mamy możliwości przeniesienia treści. W związku z tym serdecznie dziękujemy za wszystkie zamieszczone przez Państwa wypowiedzi i zapraszamy do kontynuowania wątków pod nowym adresem: www.forumpsychologiczne.org

Pozdrawiam

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
www.kama.waw.pl jak zrobić sos pomidorowy